Jakie Elity?

poniedziałek, 19 listopad 2007 at 22:40 (Historia)

Tak sobie myślę:
mamy sobie świat, w którym jak nigdy indziej i nigdzie indziej usystematyzowano przemoc, wyzysk i kulturową indoktrynację – i to na tyle sposobów, w tylu różnych pozornie niezwiązanych ze sobą sferach, że wszystko to wygląda jak wysoce efektywna maszyna do zabijania. Pytanie: czy taki świat mógł powstać przypadkowo, w rezultacie dość losowych procesów? Czy może powstał z czyjegoś celowego zamiaru?

Pierwsze spojrzenie wydaje mi się dość absurdalne – to tak, jakby zrzucać z helikoptera cegły i przypadkiem zbudować Kaplicę Sykstyńską. Ale to drugie spojrzenie z góry zalatuje teoriami spiskowymi, masonami i Illuminatami.

Coś pośrodku? Np. w poszczególnych okresach historii były pewne grupy, które dla własnej korzyści doprowadzały do pewnych kolejnych “reform” mających na celu dalsze ogłupienie i uciskanie szerokich mas ludzi – i tak kawałek po kawałku doszliśmy do tego, co mamy dziś. Brzmi nawet sensownie i realistycznie, ale wciąż nie wyjaśnia, dlaczego te reformy często służyły jednej i tej samej grupie interesów, że zawsze polegały na zwiększaniu roli Państwa i że wszystkie te reformy się wzajemnie wspierają, jakby było to z góry zaplanowane.

Np. jedno spojrzenie dostarcza Szkoła Publicznego Wyboru: w demokracji zawsze wygrywają specjalne interesy, a przegrywa cała reszta. Ale to wciąż nie wyjaśnia do końca np. tego, że wiele z tych “reform” są kwestiami nie politycznymi, a kulturowymi – nie da się przekupić kogoś, by “wprowadzić” jakąś zmianę kulturową, np. political correctness, liberalną historiografię (a’la Arthur Schlesinger) etc.

Niby jest szkolnictwo publiczne, oczywiste źródło propagandy. Ale przecież nikt nie będzie przekupywał urzędnika albo polityka, żeby ten doprowadził do tego, że za ileś lat *może* będziemy mieli, powiedzmy, poprawność polityczną, która doprowadzi do ostrzejszych podziałów między rasami i klasami i odwróci uwagę od gości przy władzy (vide Carson np. tutaj). Tego typu kulturalnych uwarunkowań jest o wiele za dużo, by powstały ot tak sobie, ani nie są skutkiem krótkowzrocznych ekonomicznych interesów, bo to jest bardzo długotrwała, bardzo nieprewna i bezkształtna inwestycja.

I jak tu nie wierzyć w istnienie Elit Władzy?

“The Yellow Jester does not play but gently pulls the strings
and smiles as the puppets dance, in the Court of the Crimson King…”

Bezpośredni odnośnik 2 komentarzy

BOŻE!

poniedziałek, 19 listopad 2007 at 22:37 (Dyskryminacja, Polska)

Wybory minęły dawno temu, z mojego pubktu widzenia w ogóle ich nie było, starałem się jak najbardziej zejść im z drogi i je wyminąć, tak żeby najmniej się wkurwiać pierdoleniem różnych polityków i cool-gwiazd-showbiznesu-co-są-cool-i-w-ogóle o naszym “patriotycznym obowiązku” i “nie obchodzi mnie na kogo głosujesz, byleś głosował” (wielokrotne wyróżnienie za najbardziej debilne hasło od upadku komunizmu).

I wybory minęły.

I myślałem sobie, nareszcie mam spokój.

Ale NIE!

Nie, niedawno po raz kolejny musiałem wysłuchiwać kolejnej grafomańskiej mowy na temat “głosuj albo giń.” Wygląda na to, że ci wszyscy pierdoleni liberałowie, przekonani o swojej wyższości nad całym wszechświatem i zdeterminowani całemu wszechświatowi ją oznajmić, tak bardzo kochają koncepcję “jestem twoim panem i władcą, bo ja głosuję a ty nie,” że nawet po wyborach nie mogą się wyzbyć aury spoglądania na wszystko z góry.

Myślę, że syndrom “ja głosuję a ty nie” to jest taka choroba psychiczna – a przynajmniej jej obiawy są praktycznie identyczne do objawów innego zaburzenia, a mianowicie rasizmu.

Co ma głosowanie do rasizmu, pytacie?

Otóż oba zaburzenia mają podobną podstawę psychologiczną: każdy człowiek chce czuć się dowartościowany. Niestety niektórzy ludzie mają problemy z poczuciem własnej wartości – i mogę to zrozumieć, bo sam na to cierpię. Ale o ile ja próbuję się z tego wyleczyć starając się robić rzeczy, które uważam za wartościowe, wielu innych ludzi postanawia wziąć jakąś kompletnie absurdalną i nic nie znaczącą charakterystykę, jak głosowanie albo kolor skóry i czynią z tego godło na swój proporzec. Kolo pije, bije żonę, gwałci dzieci, ale głosował (lub: czystej krwi aryjczyk) to jest spoko facet.

Dlatego kiedy następnym razem usłyszycie, jak jakiś pieprzony liberał ze swoimi hasełkami i “społeczeństwem obywatelskim” i “zaangażowaniem w społeczność” (a co ma w ogóle KURWA JASNA MAĆ skakanie w cyrku do zaangażowania w społeczność), powiedzcie mu, że jest niezrównoważonym psychicznie rasistą. To ma dwa plusy: zadowolenie z wygarnięcia jaśnie oświeconemu trochę prawdy o nim i to, że nigdy więcej się do was (oby) nie odezwie.

Na zakończenie mojej wkurzonej nawijki prezenuję piękny (moim skromnym zdaniem) skrót moich poglądów na głosowanie zrobiony w GIMPie przed chwilą. Umieszczajcie proszę na swoich blogach i stronach wedle własnego mniemania:

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz