I kto tu jest „neoliberałem?”

poniedziałek, 23 Lipiec 2007 at 12:58 (Libertariańska Lewica)

Nie ukrywam, że nienawidzę neoliberalizmu i wszystkiego, co sobą reprezentuje – chłodnego rachunku ekonomicznego, patrzącego tylko na cyferki, nie na ludzkie potrzeby; wielu tysięcy mitów ekonomicznych, które byłyby całkowicie absurdalne dla każdego zdrowo myślącego człowieka, gdyby nie były mu wbijane do głowy przez wiele lat; kultu „nakręcania koniunktury” i „wzrostu gospodarczego,” z całkowitym pominięciem tego, kto płaci za ten wzrost, a kto na nim korzysta; udawanie wielkich wolnorynkowców podczas gdy neoliberalizm w rzeczywistości polega na przekierowywaniu programów socjalnych z biednych w kierunku bogatych – i rujnowanie reputacji wolnych rynków na całym świecie.

Ale to nie przeszkadza rozmaitym dziwnym ludziom rozumować:
neoliberalizm = wolne rynki
neoliberalizm = panujący system gospodarczy
________
wolne rynki = panujący system gospodarczy.

A tak, rzecz jasna NIE JEST! Panujący system to tak naprawdę skomplikowana sieć regulacji i podatków, dzięki której biedni ciągle łożą na bogatych. Tak było od wieków. I w międzyczasie nie stało się nic, co by ten stan rzeczy zmieniło.

Dlatego możecie sobie, moi drodzy, wyobrazić moją irytację, gdy Stowarzyszenie Młodzi Libertarianie linknęło do tego oto artykułu p. Łukasza Fołtyna, w którym on sam, neoliberał jakich mało, atkuje wolnorynkowe „mity” nazywając je neoliberalnymi! Przyganiał kocioł. Duuuuuży kocioł.

Ale od początku.

Nieracjonalność wydatków socjalnych

Autor zaczyna od „Racjonalności wydatków socjalnych”
Pozwólcie, że streszczę pierwszy paragraf: Ludzie to debile, więc My Jaśnie Oświeceni musimy im pokazać drogę do Prowzrostowej Nirwany. Dowiadujemy się, m.in. że konsumpcja jest „nieracjonalna.” Tak jest, podli niewolnicy! Ani myślcie korzystać z życia! Jesteście NASZĄ własnością i harujcie jak Pan Bóg przykazał! Mwahahahaha!
Oczywiście to, czego ludzie CHCĄ nie ma najmniejszego dla p. Fołtyna znaczenia – ważne, żeby byli „racjonalni,” cokolwiek to u licha znaczy. Neoliberalna klasyka.

Następne kilka paragrafów jest, powiedzmy, całkiem racjonalne. Ale ja tam, najwyraźniej w przeciwieństwie do autora osobiście wierzę, że pan Fołtyn nie jest wcale jakąś strasznie wyjątkowo współczującą osobistością, jedyną na świecie, która przejmuje się losem biednych. No i p. Fołtyn nigdzie nie zadał kluczowego pytania: jak to się stało, że ludzie są biedni, jak to się stało, że praca jest niestabilna. A to są pytania, które establishment nie chce, by ktoś zadawał.

No i skądś te wszystkie programy muszą być finansowane – i kto za to zapłaci? Na pewno nie bogaci!

Ale ten klejnot mnie powalił:
„Dzisiaj Polska musi konkurować o pracowników.”
I to ŹLE? Paie Fołtyn, Pan się zdecyduje, chce Pan stabilności i wysokich płac, czy żeby pracownicy musieli konkurować o pracę? Bo obu naraz Pan nie dostanie.

Nieracjonalność płacy minimalnej

P. Fołtyn dalej argumentuje, że płaca minimalna jest super i w ogóle, bo dzięki temu, że niektórzy gorzej wykwalifikowani robotnicy nie mają pracy, to ich zmusza do tego, żeby się kształcić. Głowa o mur. Ponownie, czego Pan do diaba CHCE, Panie Fołtyn? Bezpieczeństwa i stabilności, czy globalnego wyścigu szczurów w stronę Świętego Wzrostu?

Nieracjonalność podatków

For once się z Panem Fołtynem zgadzam. Z dwojga złego wolę podatki progresywne, bo skoro bogaci dostają, to bogaci powinni płacić – choć i tak nie zapłacą nigdy tyle, ile dostają. Cała reszta argumentacji P. Fołtyna to typowe neoliberalno-keynesowska inżynieria społeczna.

Wyzysk? Panie Fołtyn, a czym sobie zapracowali na państwoą kasę politycy i korporatokraci, hm? Najpierw zlikwidujmy źródła wyzysku (państwo, kapitalizm) zamiast się bawić w kto płaci ile i w „korygowanie” go, bo jeśli źródło problemu grzebie w jego korygowaniu, to chyba nie jest to najlepsza sytuacja?

Nieracjonalność regulacji

Tradycyjna neoliberalna śpiewka – wolny rynek tworzy monopole, więc musimy go powstrzymać. Oczywiście każdy, kto czytał trochę historii mógłby się przekonać, że historia Państwowej interwencji w rynek TO JEST historia monopoli. I żadne neoklasyczne bajeczki nic na to nie pomogą. Teoria czy historia? Ja staje po stronie historii.

I takie rzeczy uchodzą dziś za „lewicę?” O Tempora! O Mores!
Może cza zapoznać się z Prawdziwą Lewicą.

Reklamy

5 komentarzy

  1. cioran said,

    Podzielam niechęć wobec „neoliberałów”, którzy masturbują się ułomnymi konstrukcajmi róźnorakich modeli i mechanizmów ekonomicznych.

    Przyczepię się tylko do tego zwrotu, o tym, że biedni łożą na bogatych. Pochodzę ze wsi, na której dużo dorosłych kobiet i mężczyzn posprzedawało część majątku ruchomego i nieruchomego, a za zdobyte pieniądze kupiło fałszywe zaświadczenia u lekarzy i, z tytułu tych zaświadczeń, otrzymują dzisiaj renty. Ci ludzie są tak samo biedni jak moja rodzina, tyle że oni są sprytni i pasożytują na pracy tych niesprytnych, a także biednych, jak np. mojej rodziny.

    Mam zupełnie inny pogląd na naturę człowieka – uważam, że są ludzie nikczemi i niemoralni, którzy zawsze przedkładają własne szczęście ponad krzywdę innego człowieka. Ten system wcale nie wyzyskuje biednych, ten system wyzyskuje: niezaradnych, uczciwych, mniej przebojowych czy bardziej bojaźliwych. Spryciarz, kanciarz, zuchwały krętacz – nieważne czy bogaty, czy nie – korzysta z tego systemu, by się jak najwięcej nażreć, bo doskonale odpowiada on jego naturze.

    Co do innych fragmentów tekstu: właściwie uważam, że żyjemy w czasach post-oświeceniowych, ciągłęgo zadufania „intelektualistów”, którzy modlą się do nieomylnego rozumu. Jak jakaś teoria „nawali”, to się, przy nieuwadze przyglądających, zastępuje ją inną, rzekomo lepszą. Każdy chce wymyślać, tworzyć, konstruować, a później „na chama” do tych sztucznych tworów dopasowywać ludzi. Tysiące projektów: republik, demokracji, monarchii, które powstają z chęci „kierowania motłochem”, czy jak mawiała caryca Katarzyna zafascynowana Diderotem i Voltairem: „nadawania bezrozumnemu życiu celów”. Ta pycha rozumu objawiająca się w tych planach rozumnych rządów, jest chyba dzisiejszym opium „intelektualistów”. Doskonale opisał to Heinlein w „Lunie…”, kiedy został obalony gubernator.

    Pozdrawiam.

  2. kuskowski said,

    Witam, witam, witam! :)

    Z pewnością jest tak, jak mówisz o sprytnych i niesprytnych. Ale istnieje też bardzo wiele mechanizmów na wielką skalę, które służą robinoodyzmowi na odwrót. Vide:
    http://liberalia.wordpress.com/2007/04/04/kevin-carson-niewidzialna-reka-czy-zelazna-piesc/

    No a z naturą to się nie zgodzę. W zasadzie uważam, że człowiek ma naturę „neutralną” – w pewnych warunkach może być aniołem, w pewnych potworem. I po prostu nie przestaję wierzyć, że w warunkach wolności, równości i braterstwa człowiek może być aniołem :)

    A jeśli chodzi o rozum – jak najbardziej się zgadzam. Tzn. rozum sam w sobie jest ok, ale ludzie mają zwyczaj przeceniać swoje umiejętności w posługiwaniu się nim :) Wystarczy dorzucić trochę pychy i bezwzględności i ot, miliony ludzi nie żyją. Jak to się stało?

  3. cioran said,

    Myślę, że niektórzy ludzie są mocno prymitywni. Mam na myśli pogląd, że jeden człowiek przejawia wolę kierowania życiem drugiego. Człowiek samego siebie rzadko zmusza do czegokolwiek, ale bardzo łatwo przychodzi mu zmuszanie drugiego. To taki prymitywny instynkt przewodzenia innym, dowodzenia innymi, panowania nad innymi etc. Ja sądzę, że są to skłonności naturalne (u jednych niezwykle silne, u innych nieistniejące). Być może będzie kiedyś na świecie tak, że nie będzie możliwości zaspokajania takiego naturalnego instynktu, ale jako pesymista, uważam, że raczej nie będzie to miało miejsca za mojego życia. Chyba że pojechałbym do Indian z Amazonii :)

    Rozum można wykorzystać do poznania czy rozumienia, a zdobytą wiedzę wykorzystać do skorygowania rzeczywistości. Ale nie lubię kiedy pyszny rozum zaczyna tworzyć wielkie systemy. Powstaje coś w rodzaju więzień – tylko dlatego, że mały, ułomny rozumek nie przewidział bogatej rzeczywistości, tysiąca różnych ludzkich oczekiwań, celów i planów.

    Pozdrawiam i życzę powodzenia w propagowaniu anarchii.

  4. kuskowski said,

  5. cioran said,

    Ładne określenie padło w „Płaszczyźnie większościowej” Federacji Anarchistycznej: „cywilizacja panowania” (jeśli ja to dobrze odczytałem). Ja bym co prawda napisał: „kultura panowania”, ale myśl szła w dobrym kierunku.

    Może być prawdą, że kiedyś ludzie tacy nie byli (tzn. nie pożądali władzy), ale problemem byłaby odpowiedź na pytanie: „To skąd wzięły się państwa?” Możliwe są trzy odpowiedzi:
    a) przypadek – gdyby nasz świat „zaczął” się od nowa, władza by się mogła nie pojawić;
    b) stało się tak, bo jest to część natury ludzkiej, która dla jakichś obiektywnych racji mogła się wyrazić w jakichś konkretnych warunkach, które pojawiły się dużo poźniej od człowieka;
    c) było to wynikiem ingerencji czegoś/kogoś z zewnątrz (np. jakiegoś boga);

    Moje odpowiedzi:
    a) Ten odrzucam ze względu na powszechność. To samo pojawiło się w różnych miejscach, w różnych momentach. Nie mogę zaakceptować, że to był przypadek.
    b) Ta mi się podoba np. z racji powszechności – instynkt władzy jawi mi się jako coś powszechnego. Pojawia się w różnych, mocno odizolowanych od siebie miejscach (tak na Ziemi jak i w czasie).
    c) Jako ateiście trudno uznać istnienie takiego supranaturalnego bytu, który może człowiekowi coś kazać. Jeśli byłoby to prawdą, to nie można by tego docieć inaczej, jak wykazując że i a) i b) są fałszywe. Pozostałoby tylko c).

    Inaczej:
    Państwa są. Są z jakiejś racji. Nie wiem gdzie ona jest, ale jest. Podejrzewam, że jest w człowieku, a nie poza nim.

    Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: