PiS – najlepszy rząd III RP? I schodzenie z tematu raz jeszcze.

Niedziela, 21 Październik 2007 at 13:00 (Polska)

Tak, tak, jestem dziś w nastroju na obronę absurdalnych tez. Tyle że ta nie jest taka absurdalna wcale. No bo tak:

  • pod względem polityki gospodarczej w praktyce PiS=PO=LiD. Niby się obrzucają błotem, że liberały albo socjalisty i takie tam, ale de facto różnice są minimalne
  • pod względem polityki zagranicznej PiS zniechęcił do nas różne kraje europejskie – co dla każdego antyeuropejczyka tudzież antyglobalisty jest dobrą wiadomością
  • w polityce społecznej niby PiS to konserwy, ale taki LiD na przykład jeśli by cokolwiek zmieniał to tylko w retoryce. Jakoś nie pamiętam, by SLD specjalnie legalizowało małżeństwa homoseksualne albo narkotyki albo coś. Może by nam mundurków nie zafundowali, ale w sumie też się stroją na bogobojnych, więc nigdy nic nie wiadomo
  • CBA itd. to jeden obszar, w jakim przyznam, że ine partie są pod tym względem lepsze – ale nie zdziwiłbym się, gdyby platformersi, gdy wygrają, zachowali całą zbudowaną przez PiS strukturę i ją jedynie przejęli – chyba nawet czytałem gdzieś, że tak zrobią
  • PiS wprowadził wielkie zamieszanie w Polskim życiu politycznym i w środowiskach elit. Widać to choćby po całej antypisowskiej histerii w mediach. Bo, czy przeciwnicy PiSu chcą tego, czy nie – „układ” istnieje. „Układy” są fundamentalną cechą demokracji przedstawicielskiej. Wystarczy poczytać trochę historii. Oczywiście to, że istnieje „układ,” wcale nie oznacza, że po kilku ładnych latach rządów PiSu ten nie wprowadziłby własnego układu. Jakoś nie wierzę, że PiS jest takim sobie grassroots ruchem zmartwionych obywateli. PiS, jako partia zdobywająca parędziesiąt procent poparcia w sondażach musi mieć swoich „sponsorów.” Ale dla zdrowia społeczeństwa lepiej chyba, jak są dwa (trzy) układy, nawzajem się wyżerające, niż jeden. Bo to oznacza więcej korupcji, więcej kompromitacji, mniejszą stabilność polityczną i generalny kryzys demokracji i wiary w państwo – który dla nas anarchistów jest jak manna z nieba. Co prowadzi do kolejnego punktu:
  • PiS jest największym „napędzaczem” poparcia dla liberałów. To nas oczywiście nie urządza specjalnie. Ale lepiej liberałowie niż konserwy – łatwiej ich przekonać z naszego punktu widzenia. No i to, co mówiłem wcześniej – choć obecnie elity wykorzystały cały kryzys, by popędzić ludzi do wyborów i głosować na z góry namaszczonych – jest w całym zamieszaniu dla nas ogromny potencjał rekrutacyjny.

Jedyne, czego się obawiam, to że układ PiSowski został zintegrowany do układu ogólnego – tzn. umówili się wszyscy, że podzielą między sobą koryto, a w zamian PiS nie będzie im bruźdić za bardzo. Co zdaje się być coraz bardziej prawdopodobne, patrząc na nowy ton dyskusji – głosuj na byle kogo, ale głosuj.

Nadchodzące kilka lat może być ogromną dla nas szansą, szczególnie jeśli wśród rządzących znajdzie się PiS. Bo kiedy ruch libertariański i ruchy radykalne zaczęły zdobywać popularność w USA? Wietnam (nasz odpowiednik: Irak, tarcza), inflacja (nadchodząca wielkimi krokami, kiedy gospodarka USA się załamie), Watergate (nam akurat (…)gateów nie brakuje), bardziej liberalna kultura społeczna (o czym już mówiłem).
Jest oczywiście parę problemów. Nie ma kultury dzieci-kwiatów, idealizmu, radykalizmu (a wręcz przeciwnie, dziś Polacy stroją się na „pragmantyków” raczej i krzywo patrzą na radykalizm – ale to się akurat zmienia); nie ma szerokiego ruchu antywojennego; nie ma szerokiego nurtu radykalnej lewicy a’la SDS (która wbrew pozorom jest bardzo przydatna, po jakimś czasie ludzie jednak zwykle się budzą z nierealności rozmaitych trockizmów i wtedy mają pod nosem libertariańsko-anarchistyczną alternatywę, bliską sercu, a ugruntowaną w rzeczywistości – chyba że ew. brną dalej w absurd i stają się neoconami jak rozmaici Blaire i Radoshowie).

Musimy dobrze przemyśleć, co zrobić z tym fantem. Jeśli mamy na celu boom libertariański, musimy przeanalizować to, jak ten boom przebiegał w innych krajach i na podstawie tego skonstruować spójną koncepcję dalszych działań. Warunki raczej nam sprzyjają. Teraz od nas zależy, czy wykorzystamy szansę.

Reklamy

Bezpośredni odnośnik 4 Komentarze

Jeszcze jeden test…

sobota, 20 Październik 2007 at 15:03 (Inne)

http://mojapolityka.pl/testpolityczny.php

Tradycjonalizm: -44%
Wolność gospodarcza: 100%
Wolności obywatelskie: 91%

Doktryna najlepiej opisująca Twoje poglądy to: Anarchokapitalizm (nurt libertarianizmu)

Beznadzieja! Tylko 91% wolności obywatelskich? Tylko 44% antytradycjonalizmu? Normalnie jakiś faszysta się ze mnie robi ;)

Bezpośredni odnośnik 7 Komentarzy

Parę nowości

piątek, 19 Październik 2007 at 20:59 (Ameryka Północna, Policja, Ron Paul)

Na pierwszy ogień idzie gościu, którego aresztowano za to, że — stał na chodniku!
Jeah!
Przywalono mu „nieporządnym zachowaniem”
Teraz toczy się wielka debata legalna, czy policja służnie go wsadziła czy nie.
I kid You not.

William Grigg donosi o mniej optymistycznych wydarzeniach zza oceanu. Trzy historyjki:
Pierwsza o policjantach, którzy bezprawnie wtargnęli do domu pewnej rodziny i rzucili panią domu o podłogę, a gdy mąż rzucił się na pomoc, pobili go latarką. Policjantów zawieszono w obowiązkach, ale nic poza tym.
Druga o policjantach, którzy prawie przejechali przechodniów, na co jeden z nich rzucił pod ich adresem parę niemiłych (i w pełni zasłużonych) słow. Wtedy policjanci zatrzymali się, wysiedli, złapali go i aczęli go aresztować. Gdy stojąca nieopodal obserwatorka zakwestionowała boski autorytet policjantów, ci rzucili nią o ziemię i też zaaresztowali. Przełożony policjantów, gdy dowiedział się o całym zdarzeniu, poparł (tak – poparł) ich działania. Pan rzucający mięsem dostał „publiczne przeklinanie w stanie nietrzeźwym” ($250), odważna obserwatiorka dostała „zakłócanie działania wymiaru sprawiedliwości” za $2500 i rok w więzieniu (!!!).
Trzecia, nieco lżejsza sprawa, którą William Grigg zapożyczył od Radleya Balko, dotyczy sprawy, gdy pewien obywatel nakrzyczał na psa, by ten się zamknął. Został aresztowany za „wyzywanie oficera policyjnego.”

Ja po prostu nie mogę, jak można dopuszczać do takich absurdów, takiej niesprawiedliwości? Grigg podsumowuje: „Let’s put ‚riot’ back in patriotism.” Bardzo trafne zalecenie.

Ale tak żeby zakończyć na bardziej optymistycznej nucie, obejrzyjcie sobie filmik ze spotkania zwolenników Rona Paula w stanie Nowy Jork. Szczególnie warto obejrzeć drugą częśc, gdy różni ludzie z tłumu podchodzą do mikrofonu i mówią, dlaczego chcą głosować na Rona. Wzruszające.
Choć nie lubię pomysłu głosowania i w tych wyborach NIE zagłosuję (i w następnych pewnie też nie :p), na Paula bym zagłosował. I roznosił ulotki. I w ogóle. To, co się dzieje – Paulowska rEVOLucja – jest po prostu czymś zbyt pięknym, żeby stać z boku.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Wojenna Nagroda Nobla

Niedziela, 14 Październik 2007 at 16:46 (Inne, Świat)

Counterpunch trafnie opisał danie nagrody Nobla Gore’owi.

Generalnie to jest kolejny akt wielkiej farsy, jaką jest Pokojowa Nagroda Nobla, która powinna się raczej nazywać Nagrodą Ulubionego Globalisty Elit Świata – z wyjątkami, rzecz jasna. Ale popatrzmy na niektórych z wielkich Pokojowców:

  • Theodore Roosevelt – czy jest osoba, która bardziej uosabia imperializm?
  • Elihu Root – założyciel znanego nam skądinąd Council of Foreign Relations między innymi
  • Woodrow Wilson – wybaczcie, jeśli pójdę na zapleczę i umrę ze śmiechu
  • Henry Kissinger – no tak, ten lewak i hippis Kissinger; nic tylko pokój i pokój
  • Menachem Begin – TAK!
  • Michaił Gorbaczew – dyktatorzy sowieccy też mają uczucia…
  • Yaser Arafat – co prawda nie taki diabeł straszny jak go malują w zachodnich mediach, ale tak czy owak nie zasłużył raczej na cokolwiek z „Pokojem” w nazwie

I to tylko wymieniłem tych, o których coś niecoś wiem. Oczywiście jest wśród ludzi, którzy otrzymali Nagrodę Nobla sporo takich, którzy rzeczywiście na to zasłużyli. Ale lepiej, jak widać na załączonym obrazku, traktować ją z dużym dystansem.

Bezpośredni odnośnik 4 Komentarze

Ron the Revolutionary vs Redstate Redcoats

Niedziela, 14 Październik 2007 at 11:59 (Ron Paul)

Dla tych, co nie podążają – Ron Paul wybuchł w twarz tzw. „wyższemu piętru” kandydatów.

W debatach najpierw pokłócił się z Huckabee’em o wojnę i mu tak nawrzucał, że ten się nie pozbierał, a teraz niedawno miał okazję nawrzucać Romneyowi, gdy ten stwierdził, że jak będzie chciał wypowiedzieć wojnę to pójdzie z tym nie do Kongrresu, ale do swoich prawników.

Ogólnie wygląda to tak: u Demokratów Hillary już wygrała. U Republikanów Giuliani siedzi i kwiczy, bo prawica religijna na niego nie zagłosuje, bo popiera on aborcję i jest rozwodnikiem, a poza tym wobec Hillary jest z góry przegrany, bo straci swój własny stan (Nowy Jork), a dla Republikan najważniejsze jest pokonać Hillary. Thompson urodził się martwy. Może jeszcze wykrzesze trochę entuzjazmu dla siebie, ale raczej niezbyt dużo – choć jest on chyba najmniej złym z głównych kandydatów. McCain już dawno przegrał. Pozostaje jeszcze Romney. Romney ma chyba największe szanse, ale po pierwsze ma trochę problemów z kasą, bo choć zebrał dużo w tym kwartale, większość pochodziła z jego prywatnego budżetu; po drugie, jest Mormonem, a to jest bardzo duży bagaż w USA; po trzecie jeśli nadal będzie zasuwał takimi tekstami jak ten z prawnikami, to czarno (biało?) to widzę.
Media próbują wepchnąć tam gdzieś jeszcze Huckabee – ale naprawdę, ludzie…

Natomiast Paul:
– ciągle rośnie wszędzie gdzie się da
– wszędzie gdzie występuje zbierają się tłumy niespotykane u innych kandydatów (rzędu 2,5 tys. ludzi)
– wygrywa rozmaite sondaże, nawet tam, gdzie nikt się tego nie spodziewa (oczywiście w sondażach „naukowych” ma jeszcze koło 4-5%)
– zebrał w 3. kwartale ponad $5mln, z czego ponad $1mln w tydzień. To 5 razy więcej niż Huckabee i mniej więcej tyle samo, co McCain – z tym że McCain ma jeszcze długi do spłacenia. Był jednym z niewielu kandydatów, u których wpływy do budżetu wzrosły (w trzecim kwartale zwykle spadają)
– kampania Paula postawiła sobie za cel $12mln w czwartm kwartale (więcej niż Giluliani w trzecim). Ryzykowne, ale gdyby to się udało, Paul dostałby ogromnego kopa
– w wywiadach i w publicystyce reporterzy zaczęli go traktować z szacunkiem (a to jest bardzo ważne)
– większość kandydatów z Demokratów oświadczyła, że wycofają wojska z Iraku, ale nie przed 2013. BOOM! Wielki kop w górę dla Rona

No zresztą jak mamy takie wystąpienia i tłumy, taki entuzjazm to po prostu serce rośnie.

Paul w ostatnij debacie:
http://www.youtube.com/watch?v=oMfLo0fuQq0
Heroic!

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Chevron wspiera reżim w Birmie

czwartek, 4 Październik 2007 at 17:58 (Korporacje, Świat)

http://seattlepi.nwsource.com/opinion/334126_amy04.html?source=rss

Za: Brad Spangler

Bezpośredni odnośnik 1 komentarz