Dobra

środa, 20 Luty 2008 at 18:32 (Korporacje, Lewica Libertariańska)

To był długi hiatus…
Na pocieszenie mam parę artykułów wygrzebanych tu i ówdzie…

http://www.huffingtonpost.com/good-magazine/vermont-most-likely-to-s_b_84820.html
Trochę o amerykańskich secesjonistach… M. in. że łączą lewicę i prawicę – gdzieś już to słyszałem, hmmm… ;)

http://www.2blowhards.com/archives/2008/01/the_new_class_a.html
Parę ciekawych obserwacji nt. nierówności i jej państwowych przyczyn… dużo danych i innych, takich, miodzio konkretny artykuł :)

http://www.thecornerhouse.org.uk/item.shtml?x=52218
O machinacjach Banku Światowego

Bezpośredni odnośnik 2 komentarze

Ciekawy wywiad

sobota, 5 Styczeń 2008 at 19:13 (Korporacje)

o bonusach, jakie firmy dostają od rządu (szczególnie ciekawy fragment o tym, jak rodzina buszów dorobiła się majątku… nie przez ropę):

tutaj

Choć słuchanie NPR mnie jakoś odstrasza ;)

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Libertariański blues

wtorek, 27 Listopad 2007 at 21:26 (Irak, Korporacje, Tortury)

Co czuje libertarianin?

Gniew. Libertarianin jest wkurzony – i to nie wkurzony a’la „dokopię ci skurwysynu” ale wkurzony poczuciem niesprawiedliwości. Torturuje się niewinnych ludzi, świat siedzi na tyłku. Zabija się niewinne dzieci w imię politycznych celów i się publicznie oznajmia brak jakiejkolwiek skruchy i wszystko jest takie samo. Elity po raz kolejny pokazały na oczach wszystkich, że jedyne co nimi kieruje to żądza władzy i nienawiść do nas wszystkich ale nikt nie podniesie ręki. Ludzie giną, umierają z głodu, czasem błagają o śmierć, bo nie mogą znieść życia w świecie, który kręci się bezwładnością krwi. Ale ludzi bardziej interesuje nocne życie Paris Hilton niż los innych ludzi. Bo los inych ludzi to niewygodna sprawa. A nowoczesny człowiek nie znosi niewygody.

Frustrację. Libertarianin jest dwudziestopierwszowieczną Kassandrą. Patrzymy na świat dookoła i widzimy jak płonie – nie dziś i nie jutro, ale pojutrze, kto wie? Ludzie wychodzą z psami, opijają się po imprezach, cieszą się swoim życiem, ale nigdy nie przystaną i nie pomyślą, czemu zawdzięczają ten spokój i jak kruchy on jest, jak kruche jest ich własne życie i jak łatwo mogą je utracić. Cisza, cisza przed burzą…

Bezsilność. Libertarianin jest jednym człowiekiem. Jednym pośród pieprzonych siedmiu miliardów. I siedem miliardów ludzi pędzi ku krawędzi klifów i tylko libertarianin stoi między nimi i zagładą. I niezależnie od tego, jak mocno napnie mięśnie, jak wiele siły woli zaangażuje, jak długo powtarza sobie „wytrwaj… wytrwaj…” ta fala wciąż prze naprzód i to coraz szybciej. I musi sobie wmawiać, że to jego wina, że nie stara się wystarczająco mocno, że jest zły, bo mógłby poświęcić o wiele więcej czasu, energii, pieniędzy, a nie robi prawie nic. Dobrowolnie wyniszcza sam siebie, bo wie, że alternatywą jest przyznać swą bezsilność i poddać się. A na to libertarianin sobie nigdy nie pozwoli.

Samotność. Libertarianin widzi rzeczy, których inni nie widzą. Jest rozdarty między dwoma obrazami – obrazem gruzów, walających się ciał i ziemi szkarłatnej krwią oraz obrazem świata, w którym ludzie patrzą na siebie nawzajem i widzą swe odbicie, nie wroga, którego trzeba zniszczyć. Wie, że dziś świat zmierza ku tej pierwszej wizji, a ta druga jest jedyną, która ten świat może przed pierwszą uratować. Ale nikt tego nie widzi w taki sposób. To, co dla libertarianina jest eschatoniczną ideomachią, ostateczną walką między dobrem a złem, przeciętny człowiek postrzega jako gierkę, ekscytujący cyrk, w którym obstawia się zwycięzców i dyskutuje nad wynikiem. Grają sobie na harfach a Rzym płonie! Do cholery, on PŁONIE! Dlaczego chociaż nie spojrzycie w tę stronę, dlaczego chociaż nie spróbujecie posłuchać wiatru…

Dlaczego tak lubicie się śmiać, gdy się odzywa? Gdy mówi Wam o tym, jak bardzo wszyscy potrzebujemy, teraz, zaraz, popatrzeć w swoje serce i znaleźć tam odrobinę zrozumienia. Dlaczego odwracacie wzrok, gdy Was błaga o wzgląd? Snuje on, prawda, smutne opowieści, ale nie poznamy przecież radości, jeśli nie zmierzymy się ze smutkiem. Dlaczego nazywacie go utopistą, gdy mówi o tym, że wszyscy ludzie są równi i zasługują na taki sam szacunek? Czy nie tego nas uczyli nasi rodzice gdy byliśmy mali? Czy nie taka jest odwieczna mądrość, którą wszyscy powtarzają, choć nikt jej nie stosuje?

Proszę. To pali od wewnątrz. Popatrzcie w nasze oczy, jak zwęglone są od strachu. Popatrzcie na nasze usta, drżą z przerażenia. Jedyne, czego potrzebujemy, to zrozumienie. I potwierdzenie, że nie tylko nam zależy, że nie tylko my kochamy tę przeklętą kupę kamienia i przeklętą ludzkość, jaka na niej żyje. Że nie tylko my tak bardzo, tak strasznie chcemy, by ten koszmar się skończył.

Bo nie tylko my tego chcemy… Prawda?

Bezpośredni odnośnik 5 komentarzy

Klein nails it

środa, 7 Listopad 2007 at 12:20 (Korporacje, Libertariańska Lewica)

Friedman framed his movement as an attempt to free the market from the state, but the real-world track record of what happens when his purist vision is realized is rather different. In every country where Chicago School policies have been applied over the past three decades, what has emerged is a powerful ruling alliance between a few very large corporations and a class of mostly wealthy politicians–with hazy and ever-shifting lines between the two groups. In Russia, the billionaire private players in the alliance are called „the oligarchs”; in China, „the princelings”; in Chile, „the piranhas”; in the U.S., the Bush-Cheney campaign „Pioneers.” Far from freeing the market from the state, these political and corporate elites have simply merged, trading favors to secure the right to appropriate precious resources previously held in the public domain–from Russia’s oil fields, to China’s collective lands, to the no-bid reconstruction contracts for work in Iraq.

A more accurage term for a system that erases the boundaries between Big Government and Big Business is not liberal, conservative or capitalist but corporatist. Its main characteristics are huge transfers of public wealth to private hands, often accompanied by exploding debt, an ever-widening chasm between the dazzling rich and the disposable poor and an aggressive nationalism that justifies bottomless spending on security. For those inside the bubble of extreme wealth created by such an arrangement, there can be no more profitable way to organize a society. But because of the obvious drawbacks for the vast majority of the population left outside the bubble, other features of the corporatist state tend to include aggressive surveillance (once again, with government and large corporations trading favors and contracts), mass incarceration, shrinking civil liberties and often, though not always, torture. [p. 15]

It’s clear that Chile was never the laboratory of „pure” free markets that is cheerleaders claimed. Instead, it was a country where a small elite leapt from wealthy to super-rich in extremely short order–a highly profitable formula bankrolled by debt and heavily subsidized (then bailed out) with public funds. When the hype and salesmanship behind the miracle are stripped away, Chile under Pinochet and the Chicago Boys was not a capitalist state featuring a liberated market but a corporatist one. Corporatism, or „corporativism,” originally referred to Mussolini’s model of a police state run as an alliance of the three major power sources in society–government, businesses and trade unions–all collaborating to guarantee order in the name of nationalism. What Chile pioneered under Pinochet was an evolution of corporatism: a mutually supporting alliance between a police state and large corporations, joining forces to wage all-out war on the third power sector–the workers–thereby drastically increasing the alliance’s share of the national wealth….

…[P]erhaps shock treatment was never really about jolting the economy into health. Perhaps it was meant to do exactly what it did–hoover wealth up to the top and shock much of the middle class out of existence. [p. 86]

…[China] is a mirror of the corporatist state first pioneered in Chile under Pinochet: a revolving door between corporate and political elites who combine their power to eliminate workers as an organized political force. [p. 190]

Z Naomi Klein: The Shock Doctrine
Za: Carson, http://mutualist.blogspot.com/2007/11/naomi-klein-shock-doctrine.html

Bezpośredni odnośnik 3 komentarze

Chevron wspiera reżim w Birmie

czwartek, 4 Październik 2007 at 17:58 (Korporacje, Świat)

http://seattlepi.nwsource.com/opinion/334126_amy04.html?source=rss

Za: Brad Spangler

Bezpośredni odnośnik 1 komentarz

Ale Państwo Dba o Nasze Zdrowie!

wtorek, 5 Czerwiec 2007 at 20:29 (Ameryka Północna, Biurokracja, Korporacje)

Nie.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Kontrola społeczna: komentarz do filmu „The Corporation”

Niedziela, 13 Maj 2007 at 17:49 (Korporacje)

The Corporation [1] to film, którego na gwałt potrzebujemy, czego ludzie potrzebują. Choć wiele ludzi ma wątłe przeczucie, że system polityczno-ekonomiczny, w jakim są zmuszeni operować, jest nieludzki i niesprawiedliwy, niektórzy nawet są w stanie nazwać konkretne przypadki nieetycznego zachowania, wpychającego ludzi coraz głębiej w czeluści biedy, The Corporation poprawnie przedstawia sytuację jako problem systemowy. Film naprawdę otwiera oczy, pokazując, że musimy zrewidować sposób, w jaki myślimy o Państwie i społeczeństwie. No i w końcu, stanowi on dogłębną krytykę neoliberalnego paradygmatu, który w latach 70. stał się przeważającą ideologią Państwową.

Perspektywa, jaką film przyjmuje w swej analizie, mieści się w granicach socjaldemokracji i socjalistycznego anarchizmu i stąd wiele opinii, które prezentuje i rozwiązań, które proponuje, są dla libertarian nie do przyjęcia. Wielu z nich z chęcią w ogóle uznałoby go za „socjalistyczną propagandę” i zlekceważyło wszelką naukę, jakie można z niego wynieść.

Ale od tego są libertariańscy lewicowcy jak ja, aby łączyć to, co najlepsze w lewicy i libertarianizmie a więc do dzieła! [2]

Czytaj resztę wpisu »

Bezpośredni odnośnik 3 komentarze

Ciekawe co na to miłośnicy W*M?

poniedziałek, 16 Kwiecień 2007 at 18:29 (Ameryka Północna, Korporacje)

Wszyscy wolnorynkowcy wszędzie kochają Wal*Mart. Choćby amerykański Instytut Misesa ze zdumiewającą regularnością publikuje artykuły podkreślające, jaki to Wal*Mart jest wspaniały i co byśmy bez niego zrobili.
A jedno co byśmy zrobili to pracowali dla firmy, która nas nie szpieguje:
http://www.alternet.org/workplace/50058

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz