Calling all stations! You are cordially invited…

środa, 16 Styczeń 2008 at 23:21 (Inne, Polska)

Warszawski Związek Libertariański zaprasza serdecznie na spotkanie – w niedzielę 20 I o 16.00 pod Zygmuntem; łatwo nas będzie rozpoznać – grupa gości gadających o „klasie burżuazyjnej,” „rewolucji” i „wyzwoleniu” ew. nowinkach z kampanii Paula itd. :D

Ja wiem, że sesja itd. ale warto przyjść i pogadać z towarzyszami o klasie burżuazyjnej i takich tam :)

Jak ktoś jest zainteresowany otrzymywać info o spotkaniach, to niech da mi znać.

Reklamy

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Peekaboo

piątek, 4 Styczeń 2008 at 13:47 (Inne, Polska)

Guess who?

Bezpośredni odnośnik 2 Komentarze

BOŻE!

poniedziałek, 19 Listopad 2007 at 22:37 (Dyskryminacja, Polska)

Wybory minęły dawno temu, z mojego pubktu widzenia w ogóle ich nie było, starałem się jak najbardziej zejść im z drogi i je wyminąć, tak żeby najmniej się wkurwiać pierdoleniem różnych polityków i cool-gwiazd-showbiznesu-co-są-cool-i-w-ogóle o naszym „patriotycznym obowiązku” i „nie obchodzi mnie na kogo głosujesz, byleś głosował” (wielokrotne wyróżnienie za najbardziej debilne hasło od upadku komunizmu).

I wybory minęły.

I myślałem sobie, nareszcie mam spokój.

Ale NIE!

Nie, niedawno po raz kolejny musiałem wysłuchiwać kolejnej grafomańskiej mowy na temat „głosuj albo giń.” Wygląda na to, że ci wszyscy pierdoleni liberałowie, przekonani o swojej wyższości nad całym wszechświatem i zdeterminowani całemu wszechświatowi ją oznajmić, tak bardzo kochają koncepcję „jestem twoim panem i władcą, bo ja głosuję a ty nie,” że nawet po wyborach nie mogą się wyzbyć aury spoglądania na wszystko z góry.

Myślę, że syndrom „ja głosuję a ty nie” to jest taka choroba psychiczna – a przynajmniej jej obiawy są praktycznie identyczne do objawów innego zaburzenia, a mianowicie rasizmu.

Co ma głosowanie do rasizmu, pytacie?

Otóż oba zaburzenia mają podobną podstawę psychologiczną: każdy człowiek chce czuć się dowartościowany. Niestety niektórzy ludzie mają problemy z poczuciem własnej wartości – i mogę to zrozumieć, bo sam na to cierpię. Ale o ile ja próbuję się z tego wyleczyć starając się robić rzeczy, które uważam za wartościowe, wielu innych ludzi postanawia wziąć jakąś kompletnie absurdalną i nic nie znaczącą charakterystykę, jak głosowanie albo kolor skóry i czynią z tego godło na swój proporzec. Kolo pije, bije żonę, gwałci dzieci, ale głosował (lub: czystej krwi aryjczyk) to jest spoko facet.

Dlatego kiedy następnym razem usłyszycie, jak jakiś pieprzony liberał ze swoimi hasełkami i „społeczeństwem obywatelskim” i „zaangażowaniem w społeczność” (a co ma w ogóle KURWA JASNA MAĆ skakanie w cyrku do zaangażowania w społeczność), powiedzcie mu, że jest niezrównoważonym psychicznie rasistą. To ma dwa plusy: zadowolenie z wygarnięcia jaśnie oświeconemu trochę prawdy o nim i to, że nigdy więcej się do was (oby) nie odezwie.

Na zakończenie mojej wkurzonej nawijki prezenuję piękny (moim skromnym zdaniem) skrót moich poglądów na głosowanie zrobiony w GIMPie przed chwilą. Umieszczajcie proszę na swoich blogach i stronach wedle własnego mniemania:

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Ukryta rewolucja

piątek, 9 Listopad 2007 at 16:49 (Polska, Ron Paul)

Rewolucja Rona Paula nie wzięła się z nikąd. Jak to się dzieje, że tak wielu z jego zwolenników popiera nie tylko jego chwyty marketingowe (Irak, em, um… Irak?) ale także różne rzeczy, które w mediach wywołują ironiczne uśmieszki „ach, ten Ron Paul, znowu coś wymyślił” – zniesienie Fedu, IRS, legalizacja narkotyków, wycofanie Amerykańskich wojsk z wszędzia itd. itp. Ludzie się nie przekonują do tego typu poglądów ot tak sobie.

Mój wniosek jest taki: że przez tyle lat w Ameryce istniała sobie Nockowska resztka, która siedziała cicho, nie głosowała, ale czytała – o ekonomii, historii, socjologii i powoli i żmudnie przekonywała się do libertariańaskich pozycji.

Kim oni są? Nie mam pojęcia. Może jakieś resztki boomu libertariańskiego lat 60. i 70., jacyś starzy SDS-owcy, może technomłodziki z Generacji Y, farmerzy z Zachodniej Ameryki, którzy pamiętają jeszcze czasy Starej Prawicy, może po prostu jacyś ojcowie i matki w średnim wieku mieszkający na suburbiach, którzy z zapałem czytują po nocach klasykę Ekonomii Austriackiej.

Ci wszyscy ludzie by pewnie dawno powymierali, gdyby ktoś nie dawał im pewnego ideologicznego domu – różne Partie Konstytucyjne, John Birch Society, no i pewnie nikt inny jak LewRockwell.com i Instytut Misesa. Wypada pogratulować wszystkim tym instytucjom kultywującym resztki klasycznego liberalizmu w Ameryce – do czasu, gdy zaczyna się okazywać, że te resztki nie są takie małe, są wkurzone i gotowe kopać tyłki!

To daje ogromną nadzieję. Ile jest takich ludzi na całym świecie, wykształconych (co niekoniecznie znaczy wyedukowanych), energicznych, którzy jedynie czekają na odpowiedni moment, by wydobyć z piwnicy dubeltówkę i zacząć strzelać do poborców odatkowych?

Ilu jest takich ludzi w samej Polsce?

Bezpośredni odnośnik 4 Komentarze

PiS – najlepszy rząd III RP? I schodzenie z tematu raz jeszcze.

Niedziela, 21 Październik 2007 at 13:00 (Polska)

Tak, tak, jestem dziś w nastroju na obronę absurdalnych tez. Tyle że ta nie jest taka absurdalna wcale. No bo tak:

  • pod względem polityki gospodarczej w praktyce PiS=PO=LiD. Niby się obrzucają błotem, że liberały albo socjalisty i takie tam, ale de facto różnice są minimalne
  • pod względem polityki zagranicznej PiS zniechęcił do nas różne kraje europejskie – co dla każdego antyeuropejczyka tudzież antyglobalisty jest dobrą wiadomością
  • w polityce społecznej niby PiS to konserwy, ale taki LiD na przykład jeśli by cokolwiek zmieniał to tylko w retoryce. Jakoś nie pamiętam, by SLD specjalnie legalizowało małżeństwa homoseksualne albo narkotyki albo coś. Może by nam mundurków nie zafundowali, ale w sumie też się stroją na bogobojnych, więc nigdy nic nie wiadomo
  • CBA itd. to jeden obszar, w jakim przyznam, że ine partie są pod tym względem lepsze – ale nie zdziwiłbym się, gdyby platformersi, gdy wygrają, zachowali całą zbudowaną przez PiS strukturę i ją jedynie przejęli – chyba nawet czytałem gdzieś, że tak zrobią
  • PiS wprowadził wielkie zamieszanie w Polskim życiu politycznym i w środowiskach elit. Widać to choćby po całej antypisowskiej histerii w mediach. Bo, czy przeciwnicy PiSu chcą tego, czy nie – „układ” istnieje. „Układy” są fundamentalną cechą demokracji przedstawicielskiej. Wystarczy poczytać trochę historii. Oczywiście to, że istnieje „układ,” wcale nie oznacza, że po kilku ładnych latach rządów PiSu ten nie wprowadziłby własnego układu. Jakoś nie wierzę, że PiS jest takim sobie grassroots ruchem zmartwionych obywateli. PiS, jako partia zdobywająca parędziesiąt procent poparcia w sondażach musi mieć swoich „sponsorów.” Ale dla zdrowia społeczeństwa lepiej chyba, jak są dwa (trzy) układy, nawzajem się wyżerające, niż jeden. Bo to oznacza więcej korupcji, więcej kompromitacji, mniejszą stabilność polityczną i generalny kryzys demokracji i wiary w państwo – który dla nas anarchistów jest jak manna z nieba. Co prowadzi do kolejnego punktu:
  • PiS jest największym „napędzaczem” poparcia dla liberałów. To nas oczywiście nie urządza specjalnie. Ale lepiej liberałowie niż konserwy – łatwiej ich przekonać z naszego punktu widzenia. No i to, co mówiłem wcześniej – choć obecnie elity wykorzystały cały kryzys, by popędzić ludzi do wyborów i głosować na z góry namaszczonych – jest w całym zamieszaniu dla nas ogromny potencjał rekrutacyjny.

Jedyne, czego się obawiam, to że układ PiSowski został zintegrowany do układu ogólnego – tzn. umówili się wszyscy, że podzielą między sobą koryto, a w zamian PiS nie będzie im bruźdić za bardzo. Co zdaje się być coraz bardziej prawdopodobne, patrząc na nowy ton dyskusji – głosuj na byle kogo, ale głosuj.

Nadchodzące kilka lat może być ogromną dla nas szansą, szczególnie jeśli wśród rządzących znajdzie się PiS. Bo kiedy ruch libertariański i ruchy radykalne zaczęły zdobywać popularność w USA? Wietnam (nasz odpowiednik: Irak, tarcza), inflacja (nadchodząca wielkimi krokami, kiedy gospodarka USA się załamie), Watergate (nam akurat (…)gateów nie brakuje), bardziej liberalna kultura społeczna (o czym już mówiłem).
Jest oczywiście parę problemów. Nie ma kultury dzieci-kwiatów, idealizmu, radykalizmu (a wręcz przeciwnie, dziś Polacy stroją się na „pragmantyków” raczej i krzywo patrzą na radykalizm – ale to się akurat zmienia); nie ma szerokiego ruchu antywojennego; nie ma szerokiego nurtu radykalnej lewicy a’la SDS (która wbrew pozorom jest bardzo przydatna, po jakimś czasie ludzie jednak zwykle się budzą z nierealności rozmaitych trockizmów i wtedy mają pod nosem libertariańsko-anarchistyczną alternatywę, bliską sercu, a ugruntowaną w rzeczywistości – chyba że ew. brną dalej w absurd i stają się neoconami jak rozmaici Blaire i Radoshowie).

Musimy dobrze przemyśleć, co zrobić z tym fantem. Jeśli mamy na celu boom libertariański, musimy przeanalizować to, jak ten boom przebiegał w innych krajach i na podstawie tego skonstruować spójną koncepcję dalszych działań. Warunki raczej nam sprzyjają. Teraz od nas zależy, czy wykorzystamy szansę.

Bezpośredni odnośnik 4 Komentarze

Wszyscy jesteśmy przestępcami

wtorek, 4 Wrzesień 2007 at 10:00 (Polska)

Kurwa mać, czego to oni nie wymyślą
Maciej Dudek donosi:
Oto balon próbny wypuszczony przez reżim (za wp.pl):

„Właściciele stron internetowych, także prywatnych, muszą je zarejestrować, jeśli nie chcą być ścigani przez prokuraturę. To efekt ostatniego postanowienia Sądu Najwyższego – donosi Rzeczpospolita.”

I dalej:

„Z postanowienia wydanego 26 lipca wynika (sygn. akt IV KK 174/07), że nie ma znaczenia, czy strona internetowa opisuje działania władzy, czy też hobbysta doradza na niej, jak założyć swoje pierwsze akwarium. Jeśli strona jest aktualizowana częściej niż raz w tygodniu, powinna zostać zarejestrowana jako dziennik. Jeśli rzadziej, ale przynajmniej raz w roku – jako czasopismo.
Uzasadnienie tego precedensowego postanowienia jest już napisane, ale brakuje podpisów wszystkich sędziów. Jak się dowiedziała “Rz” w SN, można się z nim będzie zapoznać po 10 września.”

Okazało, się że przewidywania sprzed paru miesięcy były boleśnie precyzyjne.

Czy reżim skutecznie przeprowadzi swój zamach na wolność informacji zależy już tylko od ilości Polaków, gotowych przeciwstawić się tym zapędom.

Jako redaktor Gazety Libertariańskiej deklaruję, że strony nie zarejestruję a postanowienia reżimowego Sądu Najwyższego mam w d…..

Zaczęło się od „porno i pedofilii” u Jacka Sierpińskiego, a teraz takie rzeczy wymyślają. Jak to fajnie móc tak łatwo zamknąć ludziom mordę, żeby nie *gasp* dzielili się z innymi swoimi opiniami i (o mój Boże!) dyskutowali o polityce (nie! nie! ratunkuuu! nie dyskusja! nieeee…). Jeśli to gówno przejdzie – nie ma co, jest jedna rzecz, jaką można zrobić: pierdolić i rozpocząć akcję anty-rejestracyjną na rzecz wolności mediów w Polsce. Brzmi górnolotnie i pompatycznie, ale tak właśnie jest – to jest różnica pomiędzy godzeniem się na Państwowy monopol na informacje a wolnym wyborem.

Bezpośredni odnośnik 6 Komentarzy

CZEMU zawsze dowiaduję się o wszystkim ostatni?

sobota, 11 Sierpień 2007 at 19:37 (Polska, Ron Paul)

http://ronpaulish.blog.onet.pl/

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz